Skip to content

Nowa Zelandia #2 Auckland

Kia ora! Auckland, choć nie jest stolicą, jest największym miastem Nowej Zelandii. Trzeba jednak patrzeć na nie z trochę innej perspektywy. Nie jest to metropolia jak Paryż, Berlin, Los Angeles czy nawet Warszawa. Mnie najbardziej przypomina ono coś pomiędzy Rejkiawikiem a Sztokholmem, z elementami Nowego Jorku. Auckland jest bardzo multikulturowy, co widać gołym okiem. Poza samymi Nowozelandczykami mieszka tu wielu przedstawicieli Azji i Oceanii.

Miejscowość jest dość urokliwie położona i otoczona wodą, plażami oraz licznymi pagórkami, tuż u podnóża nieczynnego dziś wulkanu o pięknym imieniu Eden. Auckland wydaje się dobrym miejscem do życia, jednak z punkt widzenia podróżnika nie ma tu aż tylu atrakcji co np. w Londynie. Jeśli ktoś liczy na zabytki, to raczej ich tutaj nie znajdzie. Ja z różnych względów spędziłam tu prawie trzy dni. Miałam dużo czasu, więc program nie był zbyt napięty. Na pewno da się wszystko zobaczyć w krótszym czasie.

Dzień 1. Spacer po centrum Auckland

Dzień zaczął się o 13.00, gdyż musiałam odespać długą podróż. Cały czas siąpił deszcz, co trochę ograniczało pole zwiedzania.

Pierwszym punktem programu była woda, a dokładnie spacer nadbrzeżem. Promy, liczne zacumowane łódki i knajpki z widokiem nadają miastu uroku. Jest to bardzo ładne miejsce, a latem musi być jeszcze ładniejsze.

Marina

Następnie udałam się na spacer główną arterią miasta – Queen Street – w stronę lokalnej galerii sztuki. Jest tu tłoczno, kolorowo i wesoło. Luksus (butiki typu Dior) pomieszany ze zwykłym życiem (sklepy z pamiątkami, sushi i kebaby).

Samo Auckland Art Gallery (Toi o Tāmak) oferuje bezpłatny wstęp na wystawę stałą. Na parterze pokazywana jest sztuka współczesna, na pierwszym z okresu brytyjskiego, a na samej gorze umieszczono maoryskie portrety.

Odwiedzając galerię warto też zajść do znajdującego się zaraz obok urokliwego Albert Parku.

Blisko znajduje się kampus uniwersytecki. Ponoć młodzi Nowozelandczycy dość chętnie opuszczają swój kraj, szukając szczęścia, rozrywek i pracy np. w Australii, ale przy kampusie wieje młodością. Są kantyny, sklepiki z książkami, a nawet sklep uniwersytecki z gadżetami typu bluzy z logo szkoły, w którym umieszczony został ptak kiwi (a nawet trzy). Na terenie kampusu obowiązuje zakaz palenia, więc studenci chętnie wychodzą na ulice okalające kampus, gdzie palą i dyskutują.

Od razu widać, że wielu studentów to obcokrajowcy. Tak jak wspomniałam – Nowozelandczycy wyjeżdżają, więc oferta edukacyjna jest tak konstruowana, aby przyciągnąć młodych ludzi spoza kraju, którzy potem może zostaną na zielonej wyspie.

Kolejnym moim celem było Auckland War Museum, położone w pięknym parku Auckland Domain. W parku jest kilka ścieżek – polecam zerknąć na mapkę i wybrać coś dla siebie. Natomiast sam budynek muzeum stoi na wzniesieniu po nieczynnym wulkanie, dzięki czemu z góry roztacza się widok na miasto i zatokę.

Nie jestem zwolenniczką stawiania muzeów poświęconym wojnom, ale to ma pewną zaletę – poza sugerowaną tematyką oferuje eksponaty poświęcone historii wyspy, historii naturalnej (jest np. sala poświęcona wulkanom), ale ma też imponującą kolekcję sztuki maoryskiej i krajów Azji, Oceanii oraz Australii. Znajdziemy tam nawet zrekonstruowany maoryski dom.

Jak wszędzie w NZ – wstęp do tanich nie należy. Bilet obecnie kosztuje 25NZD. To sporo, ale warto.

Dzień 2. Devonport – urokliwe przedmieścia

Drugiego dnia wybrałam się do Devonport.  Są to urokliwe przedmieścia skomunikowane z centrum promem (rejs trwa zaledwie 12 minut, a bilet w dwie strony to wydatek 12 NDZ). Na miejscu polecam spacer wzdłuż przystani. Przy brzegu mieszczą się piękne domy w stylu kolonialnym. Naprawdę robią wrażenie. Okolica nie jest bardzo turystyczna, można odetchnąć od zgiełku panującego w centrum.

Devonport

Około dwa kilometry od promu znajduje się ciekawe Torpedo Bay Navy Museum, poświęcone historii marynarki wojennej, która jest dość ważna w wyspiarskim kraju. Wstęp jest bezpłatny, a przy obiekcie znajduje się bardzo sympatyczna kawiarnia.

navy museum

Kolejnym punktem w Devonport jest North Head, czyli położona na wulkanicznym wzniesieniu forteca, która pełniła funkcje obronne już w czasach maoryskich, jednak obecne fortyfikacje pochodzą z wieku XX. Dla chętnych dostępne są otwarte tunele obronne, można je zwiedzać, ale uwaga, przyda się latarka! Na miejscu można rozkoszować się pięknym widokiem na miasto i okoliczne plaże.

Dzień 3. Ucieczka na wulkaniczną Wyspę Rangitoto

Kolejna całodzienna wycieczka – tym razem trochę dalej, bo na Wyspę Rangitoto. Wyspa jest stosunkowo młoda, powstała zaledwie 600 lat temu, w wyniku kaprysu matki natury. Trzęsienie ziemi, wybuch i szybki wytrysk wulkanu. Lawa zastygła i tak oto powstała Rangitoto. Obecnie, aby się tam dostać, znowu trzeba skorzystać z promu obsługiwanego przez firmę Fullers. Bilet w tą i z powrotem kosztuje 12NZD. Prom kursuje cztery razy dziennie, podróż trwa około 25 minut. Trzeba pamiętać, że ostatni prom odpływa o 15:30. Jeśli nie zdążymy, zostaniemy uwięzieni na tej bezludnej wyspie na noc. RongitotoNa Rangitoto znajduje się kilka szlaków. Ja skorzystałam z tego najprostszego –  Summit track. Wejście na szczyt trwa około godzinę. Krajobraz po drodze się zmienia. Jest to wyspa wulkaniczna, więc najpierw jest dość surowy, potem zaczyna się las, w którym żyje wiele gatunków zwierząt. Są na przykład kolonie mew, ale mieszkają tam też kiwi! Jednak aby je zobaczyć, trzeba być na wyspie w nocy, ponieważ kiwi w dzień śpią ukryte.  Dużo łatwiej za to spotkać srebrną paproć (cyathea dealbata) – symbol Nowej Zelandii.

Rongitoto

Z góry roztacza się ładny widok na Zatokę Hauraki i miasto. Jest też porośnięty drzewami krater, który można obejrzeć ze specjalnej platformy.

Jeśli zamierzacie zostać na wyspie dłużej i zrobić sobie np. piknik – pamiętajcie, aby wziąć własny prowiant. Na tej dzikiej zielonej enklawie nie ma sklepów i kafejek.

Rongitoto

Na koniec zostawiłam sobie gwiazdę wieczoru – wizyta na Sky Tower. Sama wieża ma jedynie 328 metrów, co nie jest jakimś wielkim osiągnięciem, natomiast oferuje dwie dość osobliwe atrakcje: Skywalk i Skyjump. 

Zdecydowałam się na pierwszą opcję, a brak innych chętnych spowodował, że miałam niezamierzone private tour. Skywalk to nic innego jak ok. 20 minutowy spacer po platformie na około wieży. Jeśli jeszcze nie brzmi przerażająco, to dodam, że spacer przebiega na zewnątrz budynku, wokół którego nie ma żadnych barierek, których można by się przytrzymać. Oczywiście w cywilizowanym kraju nikt nie zaryzykuje życia turysty, więc dla bezpieczeństwa przypina się szaleńców do asekuracyjnych uprzęży. Żeby nie było tak nudno, przewodnik proponuje wykonanie kilku zadań, np. takich, jak na zdjęciu poniżej:

skywalk

Gdy już oswoiłam swój lęk wysokości, mogłam dokładnie przyjrzeć się miastu. Z góry widać, dlaczego jest nazywane Miastem Żagli. W licznych portach zacumowanych jest mnóstwo żaglówek. Ponoć statystycznie co trzeci mieszkaniec Auckland jest w posiadaniu łódki.

Drobnym minusem spaceru po niebie jest jakość otrzymanych zdjęć. Aparatu ze sobą wziąć nie można, co jest oczywiście zrozumiałe i słuszne, ale jakość fotografii robionych przez przewodnika pozostawia wiele do życzenia, szczególnie biorąc pod uwagę koszt tej przyjemności (za usb ze zdjęciami zrobionymi przez obsługę trzeba zapłacić ok. 60 NZD).

Auckland to dość dziwne miasto. Metropolia połączona z XIX-wieczną kolonialną zabudową. Tak naprawdę nie do końca wiedziałam jak to wszystko ugryźć i po tym krótkim pobycie w Auckland mam mieszane uczucia. Na pewno nie pomógł mi nocleg w hotelu Ibis Budget Central – jeśli komuś z Was przyjdzie do głowy spędzić noc w tym hotelu to szczerze odradzam (jedynym plusem jest lokalizacja). Wracając jednak do miasta to jest ono nowoczesne, z wszystkimi udogodnieniami wielkiego ośrodka, ale jeśli chcecie spędzić w nim więcej czasu to proponuję uciekać od razu z centrum do spokojniejszych i ładniejszych dzielnic, a przy okazji nacieszyć się widokiem plaż, które są na każdym kroku.

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *