Skip to content

Nowa Zelandia #3 Hobbiton

Pora na kolejną porcję wiadomości z Nowej Zelandii. Tym razem podzielę się z wami wrażeniami z jednej z najbardziej obleganych tutejszych atrakcji – Hobbitonu.

No cóż, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami książek Tolkiena, za to na co dzień bywacie twardzielami, nie macie w sobie za grosz empatii i nie robią na was wrażenia małe kotki, to i tak nie możecie ominąć wizyty w Śródziemiu, a szczególnie w The Shire. Wykreowany tu świat Hobbitów, choć oczywiście dość kiczowaty, jest i tak przeuroczy – jak z bajki, tylko że na żywo. Wioska jest tak urokliwa, że samemu można się poczuć jak postać z filmu.

W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit

Kraina z obrazów nakręconych przez Petera Jacksona znajduje się około 10 kilometrów od miejscowości Matamata, w regionie Waikato. Reżyser dość długo szukał idealnej lokalizacji dla hobbitowej ojczyzny. Ostatecznie znalazł ją na 1250 akrowej farmie rodziny Alexandrów, którzy są w posiadaniu samej ziemi, ale też ponad 13 tysięcy owiec oraz sporej liczby bydła. Głowa rodu wyraziła zgodę na udostępnienie części farmy pod budowę małej ojczyzny Hobbitów, a teraz jeden z synów zarządza rodzinnym turystycznym biznesem.

Hobbiton farma

Oczywiście, jak większość atrakcji w Nowej Zelandii, farmy nie można zwiedzać samodzielnie. Po przyjeździe do The Shire Visitor Centre i wniesieniu opłaty w wysokości (uwaga!) jedynie 78 NZD, pakowani jesteśmy do autokaru, który zabiera nas w podróż do baśniowej krainy. Na szczęście poza sezonem atrakcja nie jest aż tak bardzo oblegana, w mojej grupie było jedynie 11 osób.

Daleko jeszcze do końca przygód!

Po krótkiej podróży przez farmę dojeżdżamy do celu i nie pozostaje nam nic innego jak odnaleźć w sobie małe, ciekawskie dziecko (hobbita?), pobiec na herbatę do Bilbo Bagginsa i robić mnóstwo zdjęć.

Hobbiton sroka

W wiosce znajduje się ponad 40 hobbitowych dziur. Poza samymi domkami (bardzo mi przykro, jeśli kogoś zawiodę, ale są to tylko fasady, w środku się ich nie odwiedza, a sceny wnętrz kręcone były w studiu filmowym w Wellington), w wiosce znajduje się też warzywny ogórek (ten akurat jest prawdziwy, czuwa nad nim sztab ogrodników), a przy hobbitowych domkach wisi pranie, natomiast z kominów leci dym.

Hobbiton calosc

Chyba tym, czym zafascynowałam się najbardziej, to dbałość o szczegóły – nic tu nie jest przypadkowe. Do tego stopnia, że mimo obecności tak wielu owiec na farmie, reżyser nie zdecydowała się na zatrudnienie choć jednej z nich na potrzeby filmu, wydały mu się zbyt mało baśniowe! Sprowadził z południa te o ciemniejszym futrze.

Świetnie rozwiązana jest też kwestia perspektywy, nawet tak niska osoba jak ja przez chwilę może poczuć się jak olbrzym. Do tego, jeśli trafi się wam słoneczny dzień, cała wioska mieni się w przepięknych kolorach. Nie trzeba wiele wyobraźni, aby w to wszystko uwierzyć.

Atrakcja jest bardzo dobrze zorganizowana. Spacer trwał około dwóch godzin, a przewodniczka sypała ciekawostkami z rękawa, jednocześnie wszystkim chętnie robiła zdjęcia, a przy tym była miła i uśmiechnięta. W dodatku wydawało się, że nikt jej nie denerwował, co w zorganizowanych grupach zdarza się dość rzadko. Na koniec wycieczki zabrała wszystkich do The Green Dragon Inn, czyli lokalnej gospody, gdzie każdy mógł napić się przy kominku hobbitowego piwa i zjeść nieco strawy.

Nie bądź głupi, Bilbo, i nigdy nie śmiej się ze smoka, póki jeszcze zipie

Przybliżając nieco smocze menu zdradzę, że do wyboru było piwo imbirowe Frogmorton (bezalkoholowe), cydr Sackville, lekkie piwo Girdley Fine Grain (3,7%) oraz mocniejsze Oatbarton Brew (5%)Ja zdecydowałam się na Girdley’a, który może zbyt smaczny nie był, ale wystrój gospody i sposób podania (w glinianym kubku) rekompensował te drobne smakowe niedogodności. Poza tym, można było zjeść wyjątkowo apetyczny wieprzowy gulasz, muffinka czy wszechobecnego meat pie’a.

Hobbiton green dragon

Oczywiście Hobbiton jest tylko dość mocno obleganą atrakcją turystyczną, ale przez ten krótki czas naprawdę można poczuć w nim magię. Natomiast jeśli ktoś z was nie będzie w stanie dojechać do Hobbitonu, niech się nie martwi, właściwie cała Nowa Zelandia jest jak z opisów tolkienowskiego Śródziemia.

3 komentarze

  1. Kasia Kasia

    Niesamowite! A nie było żadnych niziołków? Ale rzeczywiście szkoda, że domki to tylko fasady 🙁

    • Kasia, ja z moim wzrostem mogę robić za nizołka 😉

  2. Marianna Seroka Marianna Seroka

    Ech, pięknie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *