Skip to content

Nowa Zelandia #7 White Island

W Nowej Zelandii można wszystko! Można spotkać niziołka, pogłaskać owcę, zaprzyjaźnić się z alpaką, wspiąć na lodowiec, a nawet wpaść na piknik do Mordoru. Ale kto by pomyślał, że istnieje szansa na przechadzkę wokół krateru czynnego wulkanu, który w dodatku liczy sobie, bagatela, 150,000 lat?

Niebezpieczny wierzchołek podwodnej góry

Te Puia o Whakaari, bo tak brzmi pełna maoryska nazwa wyspy, odkryta została około 1769 r. przez Jamesa Cooka. Tubylcy nazwali wyspę „dramatycznym wulkanem”, a kapitan nazwał ją białą, bo zawsze znajduje się nad nią puchata, biała chmura, która w rzeczywistości nie jest chmurą, tylko parą unoszącą się nad kraterem. Wyspa swoim kształtem przypomina koło, a jej średnica to ok. 2km.

Wyspa znajduje się około 50 kilometrów od wybrzeża. Najłatwiej dotrzeć na nią z miasteczka Whakatane. Whakaari jest własnością prywatną. Jej pierwszym właścicielem był John Wilson, który otworzył tam kopalnię siarki jeszcze pod koniec XIX wieku. Na wyspie mieszkali górnicy, którzy niekiedy ginęli podczas wydobycia surowca. Z czasem właściciele się zmieniali, jednak gdy ostatecznie wyczerpały się zasoby i wydobycie stało się mało opłacalne, kopalnia została opuszczona i sprzedana miłośnikowi przyrody, który przekształcił ją w prywatny rezerwat przyrody. Obecnie jest niezamieszkała. Dostać się na nią można drogą wodną lub helikopterem, i to wyłącznie z pozwoleniem – tylko jedna firma ma licencję na organizowanie wypraw.

Jak wygląda sama wyprawa?

Podróż łodzią trwa około 1,5 godziny. Należy pamiętać, że płynie się po otwartym akwenie, więc wielce prawdopodobne jest załapanie choroby morskiej i zmarznięcie. Szczęśliwcy po drodze mogą napotkać delfiny, foki i inne morskie stwory.

White Island - vodka

Po dopłynięciu uczestnicy wyprawy otrzymują kaski oraz maski przeciwgazowe. Wbrew pozorom nie są to tylko bezużyteczne gadżety, dzięki którym wyglądamy bardziej pr0 na zdjęciach. Te akcesoria naprawdę przydają się podczas spaceru. Odór siarki bywa na tyle silny i utrudniający oddychanie, że rzeczywiście trzeba założyć maskę filtrującą powietrze, aby podejść wystarczająco blisko.

Już po zejściu z łodzi, wycieczka zapowiada się obiecująco. Krajobraz iście księżycowy, który po przejściu kilkudziesięciu metrów, zmienia się w błyszczący żółto-biały za sprawą, m.in. mieniących się w słońcu kryształków siarki.

mg_7586-1024x683

Na wyspie znajdują się też strumyki i małe jezioro z kwaśną wodą o pięknym zielonym odcieniu. Woda jest na tyle kwaśna, że można w niej odrdzewiać monety. Sprawdzone na własnej jednocentówce (i języku)! Co jakiś czas towarzyszy nam też dźwięk wybuchającego wulkanu błotnego.

Głównym punktem jest jednak spacer na krawędzi wulkanu. Jezioro w kraterze jest ogromne i ma jasnozieloną barwę, którą zyskało od złóż siarki i mieszkających w nim organizmów. Nad wodą unosi się chmura białej pary. Przewodnik wyjaśnił, że jezioro jest 60 razy bardziej kwaśne niż kwas w bateriach i ma temperaturę ok. 65 stopni. Zdecydowanie robi to wrażenie. Lepiej też tam nie wpaść.

mg_7557-1024x683

Ostatnią „atrakcją” wyprawy są pozostałości fabryki siarki, zniszczonej w 1914 r. w wyniku zawalenia się osuwiska. Pod wpływem oparów i kwaśnych deszczy resztki konstrukcji dość szybko uległy korozji i dzisiaj wyglądają dość przerażająco…

Spacer po tym niezwykle surrealistycznym i dramatycznym otoczeniu jest niesamowitym doświadczeniem! Ponadto, mieniące się kolorami skały wyglądają fenomenalnie. Nigdy wcześniej nic podobnego nie widziałam.

mg_7546-1024x683

Po powrocie do łodzi kapitan opłynął jeszcze wyspę. Można było podziwiać klify, a także zielony fragment enklawy, na której mieszkają chronione gatunki ptaków (ze względu na opary, zieleni zbyt dużo tam nie ma). Mnie udało się też zobaczyć wylegujące się na słońcu foki.

Zmienny krajobraz

Wyspa cały czas się zmienia. Występujące co jakiś czas erupcje przeobrażają krajobraz. Na pewno wracając na wulkan po kilku latach nie zobaczymy już tego samego. Jeśli macie obawy przed taką wycieczką, pamiętajcie, że wyspa naszpikowana jest elektroniką i wszystko jest dokładnie monitorowane przez lokalne instytuty geofizyczne. Aktywność wulkanu można sprawdzić nawet w internecie – wystarczy kliknąć. Jednak żywioł to żywioł, wulkanolodzy cały czas przestrzegają przed bagatelizowaniem tego miejsca i drzemiących w nim sił natury. Zwłaszcza, że w maju tego roku zanotowano znaczny wzrost aktywności wulkanu (więcej tu)

Uwaga! Warto mieć na względzie, że na wyspie jest intensywna emisja gazów wulkanicznych, które mogą być dość niebezpieczne dla układu oddechowego, a także dla oczu i skóry.

Wydaje mi się jednak, że mimo tych niedogodności, warto wybrać się na taką wyprawę. Rzadko ma się okazję z bliska zobaczyć takie zjawiska geotermalne na własne oczy.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *