Skip to content

Nowa Zelandia #1 Przygotowania

Podróż na Nową Zelandię marzyła mi się od dawna, jednak ceny biletów były do tej pory nie do przeskoczenia. Mimo to, co jakiś czas zaglądałam do porównywarek cenowych w poszukiwaniu okazji. I w końcu, zupełnie niespodziewanie, taka się pojawiła! Jednak był w niej pewien kruczek.

Wylot ma się odbyć na początku sierpnia, a w Nowej Zelandii trwa wtedy ostatni miesiąc zimy. Po niezbyt długich rozważaniach (dwie minuty) zapadła decyzja na TAK. Na pewno na plus przeważały argumenty o atrakcyjnej cenie samych biletów, ale nie bez znaczenia była też perspektywa tańszych noclegów i niskich kosztów wynajęcia samochodu poza sezonem oraz braku tłumów szturmujących atrakcje turystyczne wyspy.

Podróż

Podróż zapowiada się wyborowo. Lot realizowany będzie liniami Emirates oraz Qantas na następującej trasie: Warszawa – Dubaj – Melbourne – Auckland. W jedną stronę to tylko… 37 godzin podróży! Pestka. Bułka z masłem.

Plany i trasa

Pomocne w planowaniu:

  • Przewodnik Lonely Planet – choć uchodzi na dość obciachowy w świecie „prawdziwych” podróżników, ja uważam nieco inaczej. Można tam znaleźć konkretne informacje, które pozwolą stworzyć bazę dla podróży.
  • Trip Advisor – nie lubię wykonania tej strony, bo nie jest dla mnie intuicyjna, jednak jako źródło informacji sprawdza się świetnie.
  • Booking.com – będę przemieszczać się autem, więc noclegi mogą być oddalone od centrum komunikacyjnego. Szukanie hoteli za pomocą mapy na Bookingu bardzo ułatwia życie.
  • Blogi – dużo ciekawych wskazówek znalazłam na blogu Addicted to Passion oraz Trampki w podróży.

Plan:

Ze względu na porę roku i tylko dwa tygodnie pobytu, zdecydowałam się odwiedzić jedynie wyspę północną.

Trasa w założeniu wygląda następująco:

Aucklad – Waitomo Caves – Tongarino National Park – Taupo Lake – Rotorua – Wai-O-Tapu – Te-Puia – Rainbow Spring Nature Park – White Island – Hobbiton – Coromandel Penisula

Na początku kilka dni aklimatyzacji w Auckland. Stolica raczej nie dostarcza wielu atrakcji, chyba że tych ekstremalnych. Jeśli starczy mi odwagi to wybiorę się na przerażający Skywalk (tak, mam lęk wysokości). Poza tym w planie: spacery nad wodą, podziwianie miejskiej przyrody, wizyta w muzeum sztuki lokalnej, a także ładowanie się białkiem i węglami pod postacią burgerów z nowozelandzkiej wołowiny oraz popularnych lodów Hockey-Pockey.

Kolejne ekstremalne przeżycie zapewne będzie wiązało się z wypożyczeniem samochodu. Nie mam zielonego pojęcia jak prowadzić auto siedząc po złej stronie, nie mówiąc już o znacznie odbiegających od europejskich standardów przepisach drogowych. Czytam te wszystkie wskazówki i blednę z przerażenia, ale do odważnych świat należy.

Wracając jednak do trasy, pierwszym przystankiem będzie jaskinia Waitomo Glowworm. Zdjęcia świecących robaczków robią furorę chyba na wszystkich portalach turystycznych. Przekonam się czy tak jest w rzeczywistości.

Następny w planie: Mordor. I nie chodzi tu o zagłębie korporacyjne na warszawskim Mokotowie. Chodzi o ten prawdziwy MORDOR, czyli wizyta w Parku Narodowym Tongariro. Miejmy nadzieję, że pogoda będzie lepsza niż ta na załączonym obrazku.

Mordor

Po zdobyciu fortecy Saurona pora na nieco lżejsze klimaty – wizytę nad jeziorem Taupo. Taupo jest największym jeziorem Oceanii (wielkości Singapuru), a jego maoryska nazwa brzmi bardzo kusząco: „tam, gdzie panuje noc”. W tej okolicy na pewno nie można narzekać na nudę – poza wspaniałą przyrodą (m.in. wulkaniczne kratery czy ogromne wodospady) istnieje możliwość spędzenia wieczoru w maoryskiej wiosce, a żądni wrażeń mogą łowić… krewetki.

Kolejny przystanek to Rotorua, którą od Taupo dzieli jedynie ok. 90 kilometrów. Rotorua i okolice są popularnym miejscem turystycznym. Region zyskał uznanie ze względu na licznie występujące tam zjawiska geotermalne. Będę podziwiać gorące źródła i wdychać siarkowodór. Ponoć największe wrażenie robi gejzer Lady Knox w Wai-O-Tapu, który eksploduje codziennie o 10:15.

Zdobycie Mordoru to zdecydowanie za mało, więc po tych licznych atrakcjach pora zdobyć czynny wulkan. Na Nowej Zelandii to nic trudnego, jest tam aż jeden czynny wulkan. Wystarczy udać się w okolice Whakatane i popłynąć na oddaloną od miejscowości o ok. 50 km Białą Wyspę. Po drodze istnieje szansa na spotkanie delfinów.

Po integracji z Matką Naturą nadejdzie pora na trochę więcej rozrywki i odwiedzenie Hobbitonu, czyli wioski tolkienowskich stworzeń. Co najważniejsze… w cenie biletu kufel hobbitowego piwa gratis!

Na koniec chcę jeszcze pojechać do nieco bardziej dzikiego regionu, czyli Półwysep Coromandel. Największą atrakcją jest na pewno Cathedral Cove. Formacja skalna wystąpiła, m.in w Opowieściach z Narni. Półwysep wydaje się też idealnym miejscem na krótki wypoczynek przed długą drogą powrotną do Polski.

NarniaPrinceCaspianTrailer-0201

 

Inne atrakcje:

No cóż…  Nowa Zelandia słynie z dobrego wina i wołowiny, dlatego też nie obędzie się bez wizyty w dobrym steak housie. Może skuszę się również na połów krewetek w jeziorze Taupo? Poza tym, jeśli pogoda pozwoli, nie zabraknie spacerów po niekończących się plażach. Jeśli macie jakieś sugestie – nie omieszkam z nich skorzystać.

Jednak jak to zwykle bywa w podróży – plany planami, a rzeczywistość rzeczywistością. Na bieżąco będę korygować co trzeba i zobaczymy gdzie nas los zaniesie.