Skip to content

Jak przetrwać 36 godzinną podróż?

Podróżowałam w życiu w bardzo różnych warunkach. Bywały wycieczki rozklekotanym autobusem-ogórkiem, w którym zawsze zrywał się pasek klinowy, co skutkowało wielogodzinnym wymuszonym przystankiem. Jeździłam wypakowanym po brzegi fiatem 126 p., czy polonezem, któremu woda w chłodnicy gotowała się już przy 25-stopniowym „upale” (raz z Mamą dolałyśmy gazowanej wody mineralnej, bo tylko taka była pod ręką – zrobił się piękny, egzotyczny gejzer).

Bywały też wielogodzinne podróże zapchanymi pociągami, w tym 16 godzinna jazda osobówką z plastikowymi siedzeniami, w upale. Był nawet przejazd na pace z arbuzami, który nie wyglądał tak ładnie, jak to reklamowała w zeszłym roku Itaka.

Teoretycznie brzmi okropne. Jak się jednak okazuje nie było tak źle. Poprzednie doświadczenia to nic w porównaniu z  36-godzinną podróżą pięciogwiazdkowymi liniami lotniczymi. Uchylę Wam rąbka tajemnicy i podpowiem jak przetrwać tę katorgę.

Teleport lub klasa biznes

Najlepiej podróżować za pomocą teleportu lub wykupić klasę biznes. Wtedy większość opisanych niżej uciążliwości odpada. Ale jeśli jednak nie możemy sobie na to pozwolić…

Książka

Koniecznie pamiętaj, aby zabrać książkę!  A nawet dwie. Najlepiej coś lekkiego, bo o ile na początku dobrze się czyta skomplikowane wywody, tak z czasem umysł trochę odpływa. Jak ktoś lubi czytać ebooki to na pewno lepiej sprawdzi się podświetlany czytnik – współpasażerowie tak krzywo nie patrzą na Twoje indywidualne światło nad fotelem.

Filmy

Absolutnie przynajmniej przez miesiąc wcześniej nie oglądaj żadnych nowości na dvd czy vod. Filmów w pokładowym systemie rozrywki jest dużo, ale co z tego, jeśli już wszystkie widziałeś?

Zatyczki / słuchawki z muzyką

Zawsze znajdzie się jakiś niesforny współpasażer, który będzie utrudniał przelot – niektórzy chrapią, inny się awanturują, a ci najgorsi ciągają nosem. Aby uniknąć nadszarpniętych nerwów, które w trakcie wielogodzinnej podróży puszczają znacznie szybciej, weź zatyczki! Niestety zazwyczaj pełen nienawiści wzrok nic nie daje. Sprawdzą się też słuchawki ze spokojną muzyką. Pomogą zasnąć i odetną od świata zewnętrznego. Lecąc do Nowej Zelandii słuchałam muzyki z Władcy Pierścieni i Boniego Ivera, ale wszystko to kwestia gustu.

Spanie + własna podusia

Na długich trasach oczywiście dostaniesz koc i poduszkę, ale nie ma to jak swoja, miękka i pachnąca podusia. Ta namiastka domu…

Higiena i dodatki

1,5 doby w powietrzu to nie lada wyzwanie dla organizmu, dlatego nawet największym brudaskom przyda się zestaw odświeżający, czyli szczotka i pasta do zębów. Aby nie cierpieć później na odpadające płaty skóry z twarzy polecam zabrać ze sobą też krem nawilżający (pamiętajmy, że na zdjęciach z podróży też trzeba być stylowym). Dobra opcja to koszulka na zmianę i przewiewne ubrania. Raz jest gorąco, raz jak w chłodni. Uroki podróżowania.

Widziałam ludzi, którzy mają ze sobą kapcio-klapki. Myślę, że to niegłupi pomysł, np. nie trzeba się męczyć z zakładaniem przyciasnych butów idąc do toalety, która po 6 godzinach lotu powoli zamienia się w mały chlewik.

W samolotach karmią, ale na wszelki wypadek można zabrać swoje przekąski i wodę (duuuży zapas wody). Polecam batoniki z surowych daktyli.

Suple

Nie wiem czy to coś dało, ale zgodnie z poradami nafaszerowałam się babskimi specyfikami na zespół opuchniętych nóg. Trzy dni wcześniej zaczęłam łykać też tabletki z kwasem acetylosalicylowym, które rozrzedzają krew i zapobiegają zakrzepicy.

Walcz o przetrwanie

Po jakichś 9 godzinach w podróży zaczyna się ogromna nuda, depresja i nienawiść do podróżowania. Zaczynasz też wątpić w sens istnienia, życiowe wybory… Mimo wszystkich tych zabiegów, o których pisałam i tak koniec końców masz tak spuchnięte nogi, że nie jesteś w stanie założyć butów, a Twoja twarz wygląda jak księżyc w pełni. Jest ci źle, tak bardzo źle, ale nie masz już wyjścia. Gnuśniejesz dalej, bo przecież nie wysiądziesz. Miłą odskocznią są międzylądowania, o ile nie są za długie, stanowią szasnę na rozprostowanie nóg i chwilowe wytchnienie od samolotu. Można się posnuć po lotnisku, nacieszyć oczy lokalnymi produktami, napić dobrej kawy.

Jet lag

Po wylądowaniu jesteś w chwilowej euforii. Katorga dobiegła końca! W końcu można się wyspać i cieszyć urokami podróży. Nic bardziej mylnego… bo wtedy nadchodzi ON – legendarny jet lag. Oczywiście trochę przesadzam, nie każdy musi go mieć, jednak u mnie z każdym rokiem odczuwalny jest coraz bardziej. Pewnie jest to sprawa indywidualna, niemniej ja jestem śpiąca i jednocześnie cierpiąca na bezsenność. Zdarza się, że leci mi krew z nosa i jestem osłabiona. Ale co z tego? Ekscytacja związana z wizytą w nowym miejscu jest większa!

I na koniec pamiętajcie – zaraz po umoszczeniu się w fotelu samolotu, przestawcie zegarek na czas obowiązujący w miejscu docelowym! Najlepiej od razu psychicznie przestawić się na nową godzinę.

 

 

 

One Comment

Comments are closed.